I znowu zastój.

Zwykły wpis

Po paru dniach wzmożonej aktywności fizyczno – fotograficznej mamy kolejny zastój. Coraz bardziej we znaki daje się nam brak treningów agility – szczególnie, że te ostatnie były niezwykle przyjemne. Pewnie wkrótce nie wytrzymam i pojadę poćwiczyć slalom – o ile zobaczę choćby końcówki tyczek w tych zaspach.

Dużo myślę o naszym agility (naszym w sensie Fluczkowym) i parę rzeczy mi się zdecydowanie nie podoba. Mam nawet plany, co chcę poprawić i zmienić. Przede wszystkim martwi mnie tempo na zawodach, które różni się ogromnie od tego, co mam na treningu. Muszę pomyśleć, czym jest to spowodowane i to naprawić. Na szczęście nie planuję wyjazdów w najbliższym czasie. A dostateczny fun zapewnia mi próba dogonienia mojego psa na co dzień. ;).

Mam też ambitne plany przyspieszenia Flaiowych stref. Wprawdzie jakoś nie narzekam na prędkość, ale wiadomo… jak da się jeszcze szybciej, to trzeba próbować. (Cały czas mam też w głowie szalony pomysł na przetrenowanie burka na zbiegane, które niezmiernie mi się podobają i na które mam konkretny pomysł… ale wiadomo, ciężko jest rzucić to, co się już wypracowało). Na biurku leżą już rozpiski, sekwencje i torki, czekają tylko na odwilż żeby wcielić je w życie – przez to ja nie mogę przy tym biurku siedzieć, bo zamiast uczyć się bądź czytać zaczynam się zastanawiać, w którym miejscu zrobić zmianę. To już obsesja.

O ile nie wieje i nie jest zabójczo zimno wyciągamy dekle i szlifujemy nasz tragiczny toss&fetch. A że jest zimno, a jak nie jest to pada bądź wieje, więc i na tym polu wielkiego postępu nie ma. Zabieramy się więc za obedience i nieszczęsne zmiany pozycji – coś, co przy Jimmku zajęło mi dwa dni i wyszło świetnie, a nie mogę się za to zabrać przy Fluju. Może dlatego, że Fuk robi pięć razy zanim choć chwilę pomyśli, a Jim myśli, myśli, (myśli… myyyśliii…) i robi od razu dobrze.

Jedyna pociecha to to, że zbliżają się ferie, a wraz z feriami długo wyczekiwana wizyta u Flaiowej miłości i sporo zajęć. Szczególnie cieszymy się na tropienie, bo ostatnio nie udało się nam wyściubić nosa za drzwi i ruszyć na ślad. Może dlatego, że jak muszę dłużej łazić po śniegu, to wolę to robić w towarzystwie psa.

Wyniki wczorajszego ważenia:

Flai – 21 kg (myślałam, że będzie więcej)

Jim – 6 kg (bardzo, bardzo ładnie)

Jutro i pojutrze idę walczyć z zaspami i trochę poagilitować. Trzymajcie kciuki za brak odmrożeń!

KJF.

P.S. Jak widać blog zyskał nową twarz dzięki wspaniałej skórce Monochrome – za którą bardzo dziękuję, bo to jedyna, która nie dość, że nie ucina mi zdjęć, to jeszcze je zmniejsza – przez co wszystko wygląda estetycznie i stylowo.

Reklamy

One response »

  1. >> Może dlatego, że Fuk robi pięć razy zanim choć chwilę pomyśli, a Jim myśli, myśli, (myśli… myyyśliii…) i robi od razu dobrze. <<

    Alez oni musza byc rozkoszna para w tych swoich wzajemnych rozbieznosciach ;)

    Jako staly czytelnik pozdrawiam goraco i raz jeszcze prosze jubilata wyczochrac :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s