OBIjamy się.

Zwykły wpis

Jak w tytule – OBIjamy się. Znaczy robimy coś podobnego w założeniach do obedience.

Od samego rana przywitał nas okropny mróz, -28 stopni o ósmej rano i powietrze skrzące się w promieniach słońca. Do tego masa niewykorzystanej mojej i psów (a szczególnie Flaia) energii – i widoczna chęć porobienia ‚czegoś’.

I jak się okazało, ta chęć była wprost ogromna.

Naprawdę rzadko kiedy aż tak świetnie pracuje mi się z moim psem. Dzisiaj był ekstremalnie nakręcony na pracę, zabawkę i żarełko, pochwały, a przede wszystkim aport. Pobił rekordy szybkości w wybieganiu po koziołek i we wracaniu z nim – co mnie naprawdę niesamowicie cieszy, bo aportu uczyłam totalnie intuicyjnie, utrzymując, że tego nauczyć kompletnie nie umiem. Chodzenie przy nodze też dużo fajniejsze, ostatnio zaliczyliśmy spadek formy w tym względzie. Przywołanie w porządku, zostawanie się posypało (zgodnie z zasadą, jeśli coś wychodzi świetnie, to coś innego wychodzić przestaje – ale to akurat i tak muszę wziąć na warsztat), pozycje w marszu, mocno ostatnio ćwiczone, bardzo ładne. Generalnie dostałam skrzydeł i jestem MEGA zadowolona z mojego psa. Co się w sumie rzadko zdarza (wiem, paskudna jestem).

Doszłam też do wniosku, że jakbym miała możliwość treningów z osobą znającą się na obi – poszłabym zdecydowanie w tę stronę! Ten sport kręci mnie niesłychanie, a Flai ma swoje momenty, kiedy udowadnia mi, że naprawdę to kocha i się do tego nadaje. Na razie to co robimy przynosi nam kupę radochy, choć pewnie popełniamy masę błędów.  Ciekawe jest, że do sportu, który trenujemy najczęściej (agility), Fluj ma najmniejsze predyspozycje, niż do paru pozostałych (obedience, frisbee, canicross)… No, ale ja go „zmuszam” do skakania hopek, a on mnie do rzucania dekli. To chyba uczciwy układ?

Na nieszczęście z domu na nagródki wzięłam ser, którego szczerze nie cierpię i nie zjem, więc nie mogłam go wziąć w pełni do ust – co wygląda beznadziejnie na zdjęciach…  (które i tak są piękne, och i ach, i za które dziękuję Magdzie).

Parę tych och i ach zdjęć:

(to jest pies wybiegający po aport…)

(to wracający z nim)

(a to równający, oczywiście).

Teren wydeptały nam dzieci – widoczna w tle na niektórych zdjęciach górka służy jako stok saneczkarski – i za to im dziękuję bardzo :)

Szelciak poćwiczył też troszkę, jednak znosi zimno dość kiepsko, więc szybko stwierdził, że on woli ciepłą kanapę. Cóż, nie bez powodu nosi przezwisko „Lord Jim”.

KJF.

Reszta zdjęć w następnym poście.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s