Nareszcie można… polatać :)

Zwykły wpis

Czyli w skrócie LADC Warszawa 13-14.03.10.

(usiłowałam przeliczyć bazując na moim wzroście – i wychodzi mi około 110-120 cm wysokości – najśmieszniejsze jest to, że ja tego absolutnie nie zauważam – dopiero na zdjęciach opada mi szczęka)

To już drugie seminarium z Darkiem Radomskim, na jakim mieliśmy okazję (zaszczyt :D?) być i na pewno to, na którym nauczyliśmy się wiele. Nawet zbyt wiele, chyba mam zakwasy w mózgu (zresztą absolutnie wszędzie) od prób zapamiętania absolutnie wszystkiego – szczególnie, że mamy co naprawiać i dopracowywać.

Konik jak to konik – z wyjazdu się cieszył niezmiernie, choć był mocno zdziwiony brakiem hopek (głównie z tym kojarzył wszelkie podróże). Pracował jak na niego genialnie – skupiony, nakręcony, ale nie odmóżdżony. Wszystko co nigdy nie wychodziło, wyszło naprawdę bardzo fajnie (poproszę abonament na błyskawiczne usuwanie problemów), a to, co jako tako wychodziło, zostało poprawione i wygląda znacznie lepiej. A przede wszystkim od ostatniego seminarium widać OGROMNY postęp, co cieszy. Kolejną rzeczą, którą widać bardzo wyraźnie, jest ogromna pasja, jaką Flukowe darzy talerzyki (zdecydowanie jest to jedna z jego ulubionych konkurencji). Tego z nim nie dzielę aż w takim stopniu, ale muszę przyznać, że coraz bardziej się do tego wszystkiego przekonuję :).

Z dnia na dzień z mojego Flainiętego robi się coraz f(l)ajniejszy pies, coraz lepiej się dogadujemy i mam ogromną nadzieję, że taka tendencja się utrzyma. A ja kiedyś myślałam o kompletnej rezygnacji z frisbee (!).

No i jesteśmy cholernie dumni z naszego trzeciego bodajże miejsca w Time Trial i chyba piątego w Mini(mini)Distance. Konik potrafi!

Oczywiście nie obejdzie się bez podziękowań – oczywistych, dla Darka i Karoliny za organizację (i w drugim przypadku za podwóz na dworzec, dzięki czemu zdążyliśmy na pociąg… ale o tym niżej :D), Basi, za przechowanie i świetne towarzystwo, Asi, za fotki, no i wszystkim tam obecnym, za to, że są tacy fajni ;).

Powrót dostarczył emocji, bo pod dworcem wylądowaliśmy o 17:49, zaliczyliśmy też rekordowy bieg na peron (kochajmy strzałki w przeciwnych kierunkach teoretycznie wskazujące to samo miejsce) i wielkie zamieszanie… spowodowane tym, że pociąg na wschodniej dzielił się na połowy (z czego jedna jechała do Lublina, druga do Białegostoku), – a my usiłowaliśmy zrozumieć co, kto, gdzie i dlaczego. Na szczęście znaleźliśmy się w tej właściwej części składu (oczywiście na korytarzu, ale to już standard), gdzie Fluk pochrapywał zwinięty pod nogami i całkowicie puszczony luzem.

Aparatu nie udało się nam przetrasportować, za to dzięki (dzięki, dzięki!) Asi mamy całkiem sporą udokumentowaną kolekcję zdjęć niezidentyfikowanego obiektu latającego maści merle (a fuj!).

(Bez lansu nie ma awansu :D Psuję to zdjęcie zdecydowanie, ha ha :D)

No i warto zaznaczyć, że to było bardzo zaozikowane seminarium – poznaliśmy nowych znajomych i tych, z którymi spotkaliśmy się już kiedyś. A wszystkie owsiki były zdecydowanie mega fajne! One już tak mają B)

Idę wydłubywać piach zewsząd.

KJ i nieprzytomny, acz szczęśliwy F.

Advertisements

One response »

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s