Jak to nauczyłam się gwizdać.

Zwykły wpis

Dzisiejszy spacer w lesie zaowocował sporą dawką adrenaliny i nową, nieoczekiwaną umiejętnością ;).

Pojechaliśmy sobie kawałek dalej niż zwykle, wiosnę mamy już oficjalnie, świeci słońce i ostatnie resztki śniegu topnieją w ekspresowym tempie. Burki na spacery wychodzą ze znacznie większym entuzjazmem, bo choć nie widać młodej trawy, czy pąków na drzewach, to wreszcie można swobodnie poganiać za piłeczką – a to im wystarczy.

Z Flukiem pracujemy sobie mocno nad aportem (trochę się zepsuł od ostatniego treningu, muszę wreszcie kupić nowy koziołek!) i ‚stój’ z marszu (tu mamy świetne zrozumienie pozycji i ładne zostawanie, ale średnio wychodzi to z ruchu) i nad usystematyzowaniem naszych sesji. Minimalna ilość stresu, duża ilość szarpania, czyste i jasne komendy i przeplatanie ćwiczeń trudniejszych – łatwiejszymi. Teoretycznie standard, ale w praktyce ja muszę się pilnować i nie zagalopowywać.

Ale wróćmy do tematu spacerowego :).

Zdecydowanie moje ulubione zdjęcie ;).

I tak w połowie spaceru, kiedy przechodziliśmy sobie przez płytki rów, spod moich nóg (absolutnie dosłownie) wyprysnął… zając. Zanim zdążyłam zareagować (a refleksu mi nie brakuje, skromnie mówiąc) i zajęczak i Fluk znikali wśród drzew. Szybka analiza i złość na siebie, bo burek miał obrożę ‚do brudzenia’, bez identyfikatora, a na tatuaż i chip lepiej nie liczyć, bo można się przeliczyć. Dodatkowo pomknęli w kierunku torów kolejowych.

Zaczęłam go wołać i (co mnie zdziwiło jeszcze bardziej) gwizdać, bo gwizd znacznie lepiej się niesie po lesie. Nigdy nie opanowałam tej umiejętności, a ty proszę, kiedy jest potrzebna, po prostu się objawia. Nie jakaś głośna lub czysta, ale wystarczająca.

Na szczęście po niecałej minucie Flai wrócił w tempie równie ekspresowym, w jakim się oddalił, bardzo z siebie zadowolony i rozmerdany. O ile od oddalonego o paręnaście metrów zwierzątka czy ptaszka jestem go w stanie odwołać bez problemów, to w takiej sytuacji nie miałam po prostu szans – dlatego pozostała wyłącznie wielka radość, że wrócił tak szybko, jak tylko zdołał.

Na przyszłość będę patrzeć pod nogi :).

Zostawanie na stój ćwiczyliśmy też w lesie… niestety wszelkie zdjęcia ‚statyczne’ całej sylwetki nie nadawały się do publikacji, bo Fluk na komendę zamiera natychmiastowo (co jest fajne) i to najczęściej w dziwnej pozycji (co jest mniej fajne).

Mogę? (Przed nim, na ziemi, leży smaczek)

Tutaj namierza nagródkę.

Jimmy a la Marilyn, z pieprzykiem (ten to zawsze gdzieś wlezie i ze spaceru przyniesie milion pięćset sto dziewięćset nasionek).

Próba strzelenia portretu bez głupiej miny, vol.1.

Próba strzelenia portretu bez głupiej miny, vol.2.

Pozdrawiamy ciepło,

gwiżdżąca K J i F.

Reklamy

One response »

  1. Klara, nie wiem jak to zrobiłam, ale jestem na Twoim blogu:)Robisz piękne fotki, a chlopaki doskonale do siebie pasuja:)
    Pozdrawiam, M&T.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s