I po majówce.

Zwykły wpis

Burki już w domu, padły gdzieś i śpią.

W sobotę pojechaliśmy w przepiękne miejsce nad zalewem, krótka zielona trawka i równy teren mogły oznaczać tylko jedno: frisbee! Na szczęście dość chłodna i momentami mokra pogoda wypłoszyła potencjalnych przechodniów lub amatorów pikników. I dobrze, bo rozpędzony Fluk potrafi wzbudzić popłoch i panikę. Ale nie o tym miałam pisać…

To była najlepsza sesja frisbee z naszym życiu.

Dużo nie zrobiliśmy, jeśli o elementy chodzi, -głównie szybkie i dalekie rzuty i directional distance movement plus parę overów. Takiego tempa to ja u Flainiętego dawno nie widziałam, aż dudniła ziemia. Najfajniejsze jest to, że on nawet przy prędkości kosmicznej zachowuje swoją niesamowitą skoczność, aż miło popatrzeć, do tego bardzo postarał się o celność – a i moje rzuty nie należały do tych najgorszych (vel. masakrycznych). Do tego przepięknie i błyskawicznie puszczał na dowolną odległosć, ach, strasznie jestem z niego dumna. Później sporo sobie poaportował z wody, poobediencował i pobiegał-jak-durny-bez-celu. Całkiem sporo zajęć jak na jeden dzień. Jim zajmował się byciem Jimem i ganianiem Flaia, kiedy ten biegał-jak-durny-bez-celu.

Gorzej, że dzisiaj sobie uświadomiłam, że zgłosiłam psy na agility do Łomianek DOKŁADNIE wtedy, kiedy jest DCDC we Wrocławiu. Tak więc na zawody frisbee w tym roku nie pojedziemy. Ha, zrobimy pikietę o warszawskie eliminacje!

I to do jedynek zgłosiłam.

Obu.

Z kolei dzisiaj burki wyspacerowały się BARDZO porządnie szlakiem pieszym/konnym/rowerowym puszczy knyszyńskiej. W ruch poszły szelki, amortyzowana linka i Fluj. Może niekoniecznie w takiej kolejności. Burek (ze mną na końcu tej linki) wylatał się za wszystkie czasy, w tempie rozmaitym (od spacerkowego do sprinterskiego). Zrobiliśmy paręnaście kilometrów przepięknymi trasami i teraz oklapł sobie gdzieś w kącie. Jim jak to Jim, jego nie sposób zmęczyć, do końca dzielnie latał za patysiami.

Końcówka leśnych fotek.

KJFy – wszyscy równo padający na ryje :)

Reklamy

3 responses »

  1. Czy ta obroża nie godzi we Flukową godnośc?

    A ja wciąż czytam i temu co czytam nie wierzę, bo według tego, co czytam, Tesia bardziej przypomina owczarka australijskiego niż szetlanda :D Porównując do mojego skromnego duetu – Tesia jest flukowa, Aidek jest jimowy. Do takiego wniosku doszłam po lekturze postu porównującego obydwu panów. Co pies, to charakter… ;)

    (zazdroszczę, że ktoś łapie Twoje [na pewno nie takie] beznadziejne rzuty)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s