Już po :)

Zwykły wpis

Dopiero udało mi się dobudzić po śląskich wojażach. Generalnie zawody mogę zaliczyć do udanych, ale biegi nie bardzo – znowu dogadywaliśmy się z Flaikonikiem mocno średnio.  Co poskutkowało tylko jednym czystym /openowym/ biegiem (i jednym prawie, ale zapomniałam, że na mokrej od porannej rosy trawie nie należy robić ambitnych zwrotów). Troszkę powracamy do sytuacji delikatnych nieporozumień, wynikających z tego, że on nie jest tam, gdzie powinien być według wszelkich moich przypuszczeń – stąd te odmowy.

Burek miał jakieś slalomowe wąty, zdecydowanie musimy poćwiczyć na takim nie przybitym do ziemi – straszliwie przeszkadzało mu to i po pierwszym biegu stwierdził, że on absolutnie się do niego nie wyśle. A nie pomagało również, że tyczki omijał ogromnym łukiem, byle tylko nie dotknąć ich głową. Dlaczego?

Ano w dniu wyjazdu (koło pierwszej/drugiej) na spacerze przyładował z rozpędu łbem w blaszany kosz na śmieci i rozciął sobie paskudnie głowę koło brwi.Bolało to go do końca i przeszkadzało dość wyraźnie. W slalomie niestety.

Wniosek mam jeden – na zawodach muszę go podkręcać swoim zachowaniem, w przeciwieństwie do treningów, gdzie muszę być oazą spokoju.

Z plusów – absolutnie żadnej zrzutki ;).

Podróż TAM była ogromnym wyzwaniem… do czasu podróży Z POWROTEM. Samochód do Gliwic, pociąg do Katowic, parę godzin na betonowym postumencie od jakiegoś billboardu (i biesiada rogalikowo-ciastkowa), pociąg do Warszawy (pozdrawiam pijaków, ćpunów, towarzyszy korytarzowych wojaży i tych, którzy w pociągu typowo wakacyjno-wyjazdowym dają dwa /po paru sekundach zawalone ludźmi po dach/ wagony) plus mega opóźnienie i wreszcie pociąg do Białegostoku. Łącznie? Z Kozłowa wyjechaliśmy o 8, na stację wtoczyliśmy się też o 8. Rano :).

No i niezapomniana przygoda z „przypadkiem napotkaną” komisją obwodową i oddawanymi tuż tuż przed dwudziestą głosami.

Ogólnie sama przygoda znacznie fajniejsza niż samo bieganie. Lato nam nie sprzyja, a startowanie z mega atakiem alergii (tzw. bieg po chusteczkę)  było bardzo nieprzyjemne. Ale ta niepowtarzalna atmosfera… ;).

Mam nadzieję, że wkrótce znajdą się jakieś zdjęcia ;).

Idę spać dalej.

zdechli KF i znudzony J.

Reklamy

2 responses »

  1. No pięknie Wy aż tam jechaliście?! Szacun dla Was!
    Kurdę szkoda, że nie mogłam być jako kibic chociaż … Miałam godzinę, góra półtorej jazdy, ale oczywiście tata stwierdził żebym nie wymyślała i wszystkie moje plany legły w gruzach O___o Już bardzo dawno chciałam zobaczyć Flaaaja na torze i w ogóle.
    No nic może za rok ? :D
    Śpijcie dobrze :D

  2. Jakbym sobie przypominała wystawowe wojaże :D
    człowiek tak zmęczony wraca, ze nie pamieta jak się nazywa :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s