Wątpliwości

Zwykły wpis

Czasem przyłażą i wpychają się do łba. Ostatnio mam sporo takich właśnie natrętnych wątpliwości – wątpię w cel naszych startów w zawodach.

A wszystko przez wczorajszy cudowny, chłodny, nieco komarowy wieczór. Piłkę, parę kulek karmy i mojego łaciatego ohydnie psa.

Totalnie spontanicznie zrobiliśmy sobie mały trening obi. Obi – które przez ostatni miesiąc omijałam wielkim łukiem (no może oprócz ostatniego tygodnia, ale to się wlicza już w fazę chillout) i na myśl o którym krzywiła mi się morda. Nagle okazało się, że to samo obi sprawia mi wielką przyjemność, że ja i Flai pracujemy w bardzo podobnym skupieniu i na podobnym poziomie energii. Że się rozumiemy, że umiem mu wybaczyć chwilowy brak koncentracji i jednocześnie umiem mu wytłumaczyć, że to nie było fajne. Zupełnie na luzie.

Jak to ja, automatycznie zaczęłam się zastanawiać: dlaczego. I od razu nasunęła mi się odpowiedź. Wszystkie plany – zdania PT i zadebiutowania w zerówce /niezrealizowane, btw/ były ZA NAMI! Ćwiczyłam, bo kocham zajebistość mojego psa, to, jak świetnie pracuje na obedience, jak ślicznie równa, jak błyskawicznie waruje w marszu, jak wie, że zaraz się zatrzymam i przyjmuje pozycję zasadniczą w tej samej milisekundzie, kiedy ja wysyłam sygnał do mięśni, żeby stanęły.  A nie ćwiczę, bo w perspektywach mam zawody, egzamin itp.

I właśnie dlatego zastanawiam się, czy jest w ogóle sens mierzyć się z Sopotem? Mam plany, dużo planów, jednocześnie czuję, że to nie jest najlepszy pomysł – debiut akurat w lecie, przy temperaturach, które Flai bardzo źle znosi. Wiem, że to przyniesie bardzo duży stres – mój stres – i jakoś nie mam ochoty na tak dużą jego dawkę.

Planów frisbowych nie zarzucam, ale od paru dni intensywnie myślę o przyszłorocznych wcześniejszych kwalifikacjach.

W podobny sposób podchodzę do agility, mam wrażenie, że muszę wszystko od początku przepracować, że coś nie gra. Może mam zbyt duże oczekiwania, może to nie bawi Konika tak jak mnie, może nie wyrabia fizycznie…? To mnie trochę dobija, bo ze swojej strony staram się jak mogę, szukam nowych dróg, sposobów. Czasami żałuję, że podjęłam taką, a nie inną decyzję. Do dziś nie pamiętam, dlaczego właśnie on. Ale jest jak jest.

Szelciak, jak to szelciak. Istnieje sobie i ma się bardzo dobrze. Wczoraj pływał po raz pierwszy po samodzielnym wejściu do wody (za smakami, ale to i tak wielki sukces). On na pewno tęskni za hopkami :).

Tak jakoś się smutnawo zrobiło w notce, która nie miała być o tym, o czym jest. To w innym nastroju: muszę znaleźć sobie jakiegoś trenera obi, kogoś, kto mógłby mi podpowiedzieć parę rzeczy (między innymi co mam ze swoim cielskiem wyrabiać na skrętach (!), koniecznie).

Ktoś chętny ;)?

KJF.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s