I koniec wakacji…

Zwykły wpis

Tak, dla nas to już koniec. Ale przynajmniej odpoczęliśmy i wymęczyliśmy się – jednocześnie :).

Generalnie wyjazd pod znakiem wszechstronności – frisbee, obedience, pływanie, kajaki, bikejoring, jogging i dłuuugie spacery. Cieszy mnie to, że burek rozwija się w dobrym kierunku – w każdym wyżej wymienionym aspekcie zrobił zauważalne postępy.

W obi cieszy doskonałe zrozumienie komendy stój – staje w marszu, powoli przyswaja sobie stój w zmianach pozycji, przepięknie zostaje. Do tego zatrzymuje się nie w pozycji wygodnej dla siebie, tylko w takiej, w jakiej zastała go komenda i nawet łapa mu nie drgnie. Jak stój, to stój. Bez komentarzy :). Widać też, że wkłada więcej rozumku, w to, co robi, jednocześnie nie myśląc „aż za bardzo”, nie robi wszystkiego, co mu przyjdzie do głowy i rzadko miewa jakieś głupie odpały. Pozycja przy „do mnie” nadal leży odłogiem, muszę się za to zabrać.

We frisbee generalnie nie zrobiliśmy wiele z racji braku miejsca, choć passingi i rzuty dystansowe ćwiczyć się dało – i w passingach mamy progress właśnie. Ja rzucam coraz pewniej, on łapie coraz pewniej. Ja odważam się na forehandy coraz częściej, które nie wychodzą mi jakoś kapitalnie, ale są bezpiecznie łapalne, więc źle nie jest. Rozdziewiczyliśmy niebieskie imperium i teraz zieją w nim dziury. Auć.

Bikejoring… to, co Koniki kochają najbardziej. Codziennie rano robiliśmy od 2 do 5 km po leśnych bezdrożach i wszechbłotach z prędkością kosmiczną. Ja naprawdę nie wiem, skąd ten pies ma tak genialne wyczucie ciągnięcia i taki do tego drive – w każdym wypadku jeździ się z nim naprawdę przyjemnie. Do tego kocham patrzeć, jak w pełnym cwale wkłada całego siebie w szelki, widok nieziemski!

Kajaki – czyli nowość dla Flaia, a niebo dla Jima (w końcu właściwa kolej rzeczy, pańcia wiosłuje, a on może wypoczywać). To jest to, czego Koniki raczej nie lubią, choć nie protestują. No bo kogo zadowala czterogodzinne siedzenie na dupsku, prawda? Aczkolwiek na przenioskach z kajaka wysiadać nie chciał i jakiś oporów większych nie miał.

No i pływanie… po niedawnych Jimowych rewelacjach muszę przyznać, że on pływanie lubi coraz bardziej. Może nie jest pasjonatem, ale za mną (i smakami, ale już nie tak otwarcie) wejdzie chętnie i pływa i nawet siłą muszę go na brzeg wyganiać. Fluk w wodzie robi kilometry za ukochanym aporcikiem, który zgubił (a raczej który został ukradziony przez biwakowego kajakarza, wrr!).

Jogging i spacery pominę :).

Oprócz tego chłopcy się nieco socjalizowali z humanoidami płciowo i wiekowo różnymi i tu też postępy.

Zdjęć mam niewiele, z racji takiej, że ciężko jednocześnie coś z psami robić i focić. Ale parę jest ;)

I moje ulubione ;)

Będzie więcej jak obrobię.

Przepraszam, że tak chaotycznie, ale nie mogę zebrać myśli do kupy. Mózg ma wakacje jeszcze.

KJF.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s