Progres-regres…

Zwykły wpis

I tak to powoli idzie. Raz jest lepiej, raz gorzej – na wczorajszym treningu byłam załamana passingami, nie wychodziły w ogóle, a to jeden z, powiedzmy, pewniejszych elementów naszego freestyle’u. Z kolei wszystko inne było w miarę w porządku, o czym świadczą kolejne jakże urocze ślady na biodrze, plecach, ramionach… Żyć nie umierać ;)

Fuu zresztą bardzo dziwnie robi vaulty… właściwie są to overo-vaulty, bo przednie łapy przelatują nade mną swobodnie i dopiero tylne odpychają ozikowe cielsko w górę. Jak w taki sposób udaje mu się wzlecieć tak wysoko do góry? Nie mam pojęcia, ale najwyraźniej działa. Jeszcze nie udało mi się go namówić na poprawnego chest vaulta na przykład. Możliwe, że jestem po prostu za niska dla mojego podniebnego burka.

Uwielbiam zdjęcie powyżej, jedno z najpiękniejszych zdjęć Fuu, które wykonałam.

Dzisiaj dajemy spokój bajkowi, idziemy pływać. W końcu… lany poniedziałek :)

KJF

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s