O tym, że pies nie ma błotników

Zwykły wpis

Notka nietypowa, bez zdjęciowa i to po dość długiej przerwie. Ale doprawdy, czasem jest tak, że mogłabym pisać i pięć razy dziennie, a czasem tak, że chęci ulatują szybciej, niż fastback w starciu z ostrym wiatrem :) I tak też jest ostatnio.

Nie mam żadnych nowych zdjęć, żadnych ogromnych postępów, w naszym treningu jako treningu niewiele się posuwa do przodu, a wręcz cofa. Na ten moment oba moje burki nie są już psami agilitowymi i nie wiem, czy kiedykolwiek do tego wrócimy. W związku z tym wycofaliśmy się ze wszystkich najbliższych zawodów, obozów, seminariów… i to nie dlatego, by skupić się na dyskach :) Nasz dumny szumny fristajl na Wrocław leży i kwiczy, z wielu różnych powodów. Na szczęście z każdym kolejnym treningiem coraz lepiej poznaję swojego psa i mimochodem ćwiczę różne sekwencje, więc co najwyżej pójdziemy na żywioł – przynajmniej wiem, czego się spodziewać, gdy już wyjdę na to nieszczęsne pole startowe. Mam zamiar trochę poszerzyć repertuar rzutów, dodać więcej team movement… ach, zamiary, zamiary…

Znacznie lepiej, przyznaję, czuję się po prostu wsiadając na bajk i jadąc z Fuu do lasu. Stało się to naszym zwyczajem, żeby nie powiedzieć dosadniej: nałogiem, bo bez tego zarówno on jak i ja chodzimy jak struci. Już jakiś czas temu zauważyłam, że Fuu znacznie lepiej pracuje, gdy ma do wykonania czysto fizyczne zadanie. Skupia się całkowicie, nie stresuje przesadnie, a na pysku pojawia się szeroki australijski uśmiech. Początki naszej współpracy nie były łatwe i dużo rzeczy wciąż muszę odkręcać, spokojnie mogę przyznać, że dużo z tych rzeczy wynikło z moich głupich błędów – a bajk jest po prostu czystą przyjemnością. Łączące nas porozumienie, kupa pozytywnej energii i niemal namacalny kontakt – a przecież pies jest dwa metry przede mną na lince lub puszczony luzem (!) – to po prostu bajka. (BAJK-a :))) Definicja współpracy. Żadne agility konkurować z tym nie może, przykro mi ;)

To jeszcze bardziej podkreśla różnicę między Flaiem a Jimmym. Mięśniak i mózgowiec. Jim nie widzi sensu w bezsensownym pruciu naprzód, owszem, może to zrobić, bo szelciak może wszystko – ale PO CO? Za to myślenie, kombinowanie nigdy nie jest w stanie go znudzić czy zmęczyć. Fuusie przy myśleniu przegrzewa się ta jedna szara komórka, co sprawia, że traci kontrolę nad rozumkiem, za to bieganie, a jeszcze połączone z ciągnięciem to to, co tygryski lubią najbardziej.

I to ma być OWCZAREK?!

Tytuł wpisu zrozumieją wszyscy ci, którzy pobajkowali (albo dokładniej: pobajkdżoringowali) z psem przez mokry błotnisty las. Po wyjeździe z takiego lasu ja jako żywo zmieniam umaszczenie na merle :)

P.S: Jimmy właśnie zabawia się polowaniem na muchę. Przy jego koordynacji i przeroście myślenia nad działaniem wygląda arcyzabawnie :)

KJF

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s