Massacre in makin’

Zwykły wpis

Lub tragedy – work in progress.

Już w sobotę DCDC Wrocław. A my jesteśmy tak w tyle, że bardziej już się chyba nie da.

Będziemy startować na starym (niebieskim) zestawie dysków, który kompletnie dogorywa. Spróbuję go troszkę poratować, ale obawiam się, że prędzej spalę te dyski niż załatam ziejące na wylot dziury.

Układu jak nie było, tak nie ma i nie zapowiada się, żeby był. Pomysł jednakże jest i to całkiem ambitny, podiumowy wręcz – kurczę, ten pies zasługuje na kogoś bardziej frisboogarniętego ode mnie, bo możliwości ma ogromne.

Już się krzywię na myśl o zniszczeniu moich dopiero co wyleczonych pleców (i uda), a stać się to musi jak najszybciej… dwa tygodnie bez vaultów to bajka :)

Ale cóż…

Jeden pozytyw jest – kondycyjnie wyrabiam ja i pies. W najbliższych dniach prześmigniemy się jeszcze nad wodę na pływanie, by nad tym mocniej popracować… nic tak brutalnie nie wyrywa płuc przez gardło jak sprinty pod górkę w kopnym piachu :)

I… KOCHAM WROCŁAW! Już się nie mogę doczekać, mimo znaczącej przewagi minusów nad plusami. To mi się we frisbee podoba – świetni ludzie, słońce, muzyka, luz, fajne miejsca, to, że mogę wyjść i pobawić się z moim psem, pozwolić mu polatać, a nie spinać tyłek wśród hopek na egzaminach czy o-zgrozo-openach.

:)

KJFy ponownie bezzdjęciowo

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s