Category Archives: Flai

Wakacyjnie.

Zwykły wpis

Fu wakacyjnie.

Trwa wielkie odliczanie… i będzie BOOM :)))

Rejsy gondolami, Augustów – zapraszam i polecam ;)

 

 

 

 

Reklamy

Na BARF spojrzenie z daleka

Zwykły wpis

Jakiś czas temu popełniłam wpis traktujący o Fuu na BARFie. A dokładniej o takim pomyśle na żywienie merlaka i o pierwszych dniach/tygodniach na nowej diecie. Bez dwóch zdań wypadałoby popełnić jakiś nowy wpis, a że chwilowo łapiemy oddech po frisbowych szaleństwach (czemu sprzyja jak nigdy pogoda), to i troszkę słowa pisanego nie zaszkodzi na chłodny majowy wieczór.

BARFujemy już dość długo i jak na razie dostrzegam same zalety – prócz jednej oczywistej wady, jaką jest koszmarna niewygoda na wyjazdach, gdzie Fuu zmuszony jest podżerać Orijen, co czyni dość chętnie, ale i tak zerka na mnie niemalże z pytaniem, gdzie jest prawdziwe jedzonko ;) Niewątpliwie skończyły się problemy z układem trawiennym, zniknęła zbędna warstwa tłuszczyku z żeberek, a wróciły mocniejsze mięśnie, a i samo żarcie nie wywołuje już takiej chorobliwej obsesji jak kiedyś. I najważniejsze: nauczył się jeść spokojnie, umie się już położyć, niemal delektować posiłkiem, a nie wtrząchać pełną michę w kilka sekund z ogonem między łapami i szaleństwem w oczach. W codziennym życiu też nie jest już tak skupiony na wszystkim, co da się pożreć, a wcześniej było to naszym sporym problemem.

Aktualna dieta Fuu bazuje głównie na wołowinie i indyku, ale dostaje też nieco innego drobiu (kaczka, kurczak, gęś) oraz wieprzowinę w niewielkich ilościach. Niestety cielęcina zupełnie mu nie pasuje, a szkoda, bo mamy fajne źródło tego mięska. Nie przepada za rybami, te muszę mu przemycać w papkach warzywnych, które wprost ubóstwia – na szczęście idzie wiosna, więc warzywka będą tańsze i łatwiejsze do zrobienia. Do tego dodatki takie jak jajka, serek wiejski, kefir, oliwa, różne oleje, miód, siemię lniane, w zależności od potrzeb i chęci. Mi sprawia to wszystko równie dużo radości, zdecydowanie wolę spędzić więcej czasu w kuchni niż po prostu iść i sypnąć garść granulek do michy.

Na razie wrażenia mam bardzo pozytywne i żałuję, że Jima na BARFa przestawić nie mogę. Efekty są naprawdę zdumiewające i nie tylko ja je widzę ;) i nie dotyczą one wyłącznie sfery fizycznej – psychicznie mój barfoburek też stał się fajniejszy. Dużo fajniejszy ;)

KJF

Czynnik ludzki

Zwykły wpis

Wrażenia po DCDC Chorzów mieszane – głównie przez czynnik ludzki, jak widać w temacie wpisu. Nigdy nie myślałam, że jestem w stanie tak, powiedzmy sobie szczerze, spieprzyć mojemu psu freestyle. Bo przecież Fuu umie bardzo dużo, jest kapitalny w tym co robi… tylko ja jeszcze ni potrafię tego pokazać. Po prostu. JA :) Przyznaję się bez bicia, żem winna. Wprawdzie i Fuu nie dał z siebie wszystkiego, nie pracował tak, jak potrafi, ale na ile moje zachowanie na to wpłynęło nie potrafię powiedzieć. Pewnie jakbym się ogarnęła, to i jemu ułatwiłabym sprawę ;)

Nie lubię roztrząsać „co by było gdyby”. Wiem dobrze, że gdybyśmy staranniej przygotowali ten free, albo chociaż raz przećwiczyli cały z uwzględnieniem limitu czasu wszystko ułożyłoby się znacznie lepiej. Ale teraz już wiem, czego się po moim psie spodziewać, czego się spodziewać po sobie (niezbyt wiele ;)), wiem, że musimy zainwestować w nowe dyski, wiem, że potrzebuję wyćwiczyć parę istotnych elementów. Nie chcę mówić o samych negatywach – jestem całkiem dumna z rundy toss&fetch i niebagatelnej (z mojej perspektywy) sumy 12 punktów, na którą złożyły się lepsze i gorsze, ale wszystkie złapane (!), rzuty. Wprawdzie muszę poćwiczyć jeszcze dalsze i wyższe rzuty, opracować osobną strategię na t&f, bardziej wysyłać psa naprzód, ale i tak nie było to masakryczne. A wierzcie mi – mogło być ;)

Niewiele osób tak naprawdę widziało Flaiowe początki. Nie było łatwo i to nie jest tylko zwyczajna gadka motywacyjna – naprawdę zabrało mi dużo czasu, by doprowadzić wszystko do obecnego stanu. Stanu, kiedy mogę iść na łąkę i porzucać, nie martwiąc się o takie rzeczy jak aport, motywacja czy nie bojąc się innych technik rzutowych. Nie jest idealnie – ale mnie straszliwie nudzą ideały :)

Podsumowując krótki acz treściwy wywodzik: ogólnie z zawodów jestem zadowolona: znacznie bardziej z psa niż z siebie, znacznie bardziej z t&f niż free, znacznie bardziej z ogólnej pracy niż wyniku.

Do zobaczyska we Wrocławiu!

KJF

To-Fuu

Zwykły wpis

Widzę światełko w tunelu, jeśli o nasze frisbee chodzi. Może coś z tego wyjdzie, może nie, ja jakoś się tym za bardzo nie przejmuję, co, jak na mnie, jest co najmniej dziwne. Nasz freestyle nie będzie spektakularny, nie zapadnie nikomu w pamięć, nie powali na kolana… i nie ma taki być. Moim celem jest pokazać mojemu psu, że to jest naprawdę fajne i bawić się tak, jakbyśmy byli na naszej łące, odpoczywając od natłoku spraw codziennych. Ja wiem, że on umie znacznie więcej, ale nie chcę ani jego ani siebie przytłoczyć oczekiwaniami. Ani swoimi, ani innych.

Dlaczego z Fuu się ciężko pracuje? Oczywiście, że to moja wina ;) Jim nauczył mnie wiele i kiedy przezwyciężyliśmy jego największe problemy poczułam się jak wszystkowiedzący trener o kilkudziesięcioletnim stażu jak stąd do kosmosu. Wzięłam więc małego Fuu i popełniałam błąd za błędem, usiłując pracować z nim podobnie jak z małym Jimem. A moje psy są tak różne… Nie zauważyłam, że Fuu bardzo łatwo się stresuje, bardzo łatwo ten stres kumuluje. Nie nauczyłam go, jak sobie ma z tym radzić. I teraz zbieram żniwo podobnych działań. Na szczęście człowiek uczy się na błędach i jesteśmy na dobrej, choć koszmarnie krętej drodze. Teraz wiem, czego w przyszłości unikać – i wiem to dzięki Fuu :)

Dzisiaj ponownie bajk i ten gwizd wiatru w uszach i niezwykły kontakt z psem przede mną. Uwielbiam, gdy pracujemy razem, na równi, z bananami na mordach ;)

KJFy świątecznie-refleksyjnie

Miszczu.

Zwykły wpis

Przed chwilą Fuu po raz pierwszy tak naprawdę i tak porządnie stanął na przednich łapkach.

Ślicznie, stabilnie, z tyłkiem naprawdę wysoko.

Czasem lubię mojego Fuu.

I to lubię, że mogę pójść z nim gdziekolwiek. Choć nie spodobało mu się zostawanie przed biblioteką, to grzecznie sobie leżał z miną cierpiętnika. Cóż… life is brutal ;)

A wszystko inne idzie. Jako tako. Choć burki pewnie zapomniały, co to hopki na przykład.

Za moment Chorzów. Brr!

Pozdrowienia pozytywnie słoneczne od KJFów!

Fuusa

Zwykły wpis

Jakoś tak bez echa minęły Fuusowe urodziny. A przecież skończył 3 lata już.

Choć wciąż nie mogę uwierzyć…

No cóż. Jest. Nie do końca taki, jakiego sobie wymarzyłam… ale to on, żaden inny, kiedy wyczuje, że coś ze mną nie tak, przylezie i się zacznie wgapiać we mnie tymi złocistymi oczyskami, merdać ogonem i marszczyć ryj, co zawsze, ale to zawsze, powoduje, że się uśmiecham.

Ot, Fuusa.